ďťż

Co się ze mną dzieje?

No właśnie; co się ze mną dzieje? Ostatnio ciągle chodzę jakiś zmęczony, senny, struty. Nic mi się nie chce, czuje jakby mi coś głowę od środka rozsadzało. Nie moge się nad niczym skupić. Śpie na lekcjach. Do tego dochodzi jeszcze jakieś kłucie w okolicach serca (rzadko, ale się zdarza). Ciągle i o byle co się denerwuje. Więc co mi jest?
Hmm pewnie ogolne zmeczenie, niewyspanie. Ja tez tak mam, rano jestem ledwo zywa, budze sie dopiero gdzies w polowie lekcji, albo w ogole;/ W soboty nie mam sily zwlec sie z lozka.
Rada na to?? Wiecej odpoczynku i wytchnienia, tylko kiedy znalezc na to ten cholerny czas...;/
Ja mam tak samo. Zeby skupic sie na lekcjach wegetuje podczas przerw... Czasem gdy wstaje rano placze ze zmeczenia. Wszyscy mowia, ze powinnam wczesniej klasc sie spac, ale to niestety nie jest proste przy takim nawale pracy.
.Mało tego: ciągle jestem zdenerwowany, wściekam się o byle co. Pokłóciłem się z kolegami z pokoju. Ciągle się na nich wydzieram a najlepsze jest to, że tak naprawdę to sam nie wiem o co, bo wiele spraw można na spokojnie rozwiązać. Szlag mnie trafia już przed wejściem do internatu bo tam zapewne nikogo kto siedzi u mnie w pokoju nie ominie ostry zjazd ode mnie. Niby biore jakieś prochy "odstresowujące" (dokładniej łagodzące objawy stresu), witaminy łykam garściami u ciągle to samo
Mulder jeśli taki stan nasilił sie teraz to zwykłe przesilenie jesienne.Brak słońca ,krótkie dni spowalniaja wszelkie akcje organizmu.Jesień to okres mniej intensywny.Spowolnienie,rozdrażnienie,melancholia to naturalne zachowania organizmu w szarzyżnie jesiennej zanim przywykniemy nieco do niej.Oby do wiosny...
A może są jakieś sposoby, żeby to chociaż troszkę załagodzić? Witaminy na razie mi nic nie dają, a może za krótko je biore (bo za mało to na pewno nie)?

A może są jakieś sposoby, żeby to chociaż troszkę załagodzić? Witaminy na razie mi nic nie dają, a może za krótko je biore (bo za mało to na pewno nie)?
Nerwowe zachowanie, zmęczenie, brak koncentracji to mogą być objawy stresu. Z tego co wcześniej pisałeś, to wydaje się, że jest trochę źródeł stresu: wypadek samochodowy, internat, szkoła, lęki ....

Mi w najtrudniejszych sytuacjach pomaga modlitwa. Wszystko co jest dla mnie trudne i przekracza moje siły powierzam Panu Bogu. Proszę Go o pomoc z ufnością, że jeśli postawił przede mną takie trudności, których nie potrafię sama pokonać, to On da mi również pomoc.

pamiętam w modlitwie

Proszę Go o pomoc z ufnością
podziwiam Cie. nie ufam Bogu. dla mnie nie istnieje. jestem ateistką. zbyt wiele razy kiedys prosiłam. ale podziwiam katolików i po czesci ich dziecinna ufnosc i wiare ja wole wierzyc w moje własne siły i w to ze sama sobie mogę pomóc ale szanuje Twoje poglady.

Mulder, z tym sie da cos zrobic. wyspać się. wypic ciepłe kakao z kims bliskim. zycie intenatowe jest bardzo ciezkie. wierz mi ze o tym wiem. ale trzeba najlepiej do tego podejsc luzno. niech mówią co chcą, ja wiem swoje:) to zdrowe podejscie. nie szukaj przyjacioł w ludziach z któryumi przebywasz w internacie. jesli maja byc Twoimi przyjaciołmi to beda:)

nie ufam Bogu.

Bunny,
zdradzę ci pewną tajemnicę: ja też Mu jeszcze do końca nie ufam. ... Chociaż widzę co dla mnie uczynił i ciągle robi (to mi nie pozwala o Nim nie mówić). Niestety taki stan jest wynikiem głębokich zranień z dzieciństwa... z czasów, kiedy kształtuje się w nas obraz Boga.

Wiarę w siebie przerabiałam ...
Szanuję twój ateizm.

Pozdrawiam cię serdecznie

Wiarę w siebie przerabiałam ...
i jak poszło?

całuski dla Ciebie

podziwiam Cie. nie ufam Bogu. dla mnie nie istnieje. jestem ateistką. zbyt wiele razy kiedys prosiłam. ale podziwiam katolików i po czesci ich dziecinna ufnosc i wiare ja wole wierzyc w moje własne siły i w to ze sama sobie mogę pomóc ale szanuje Twoje poglady.

Nie mam nic do ateizmu. Ale dziwi mnie twoja postawa roszczeniowa do Boga. Mnie zawsze się wydawało, że Bóg to nie taka instancja, do której się składa zażalenia na stopnie i zły dzień. Ja od niego wymagam tylko tego, by tchnął we mnie wiarę, nadzieję, samozaparcie, szczęście i poczucie celu. A cała reszta w większym stopniu zależy przecież ode mnie, a nie od siły wyższej.

A do kościoła mam z podobnego względu niechęć, co ty i też już chrześcijanką dawno przestałam się czuć. Na razie jestem agnostykiem i dobrze mi z tym


Ale dziwi mnie twoja postawa roszczeniowa do Boga.
Mnie w ludziach nic nie dziwi,absolutnie nic...Odmiennosc mnie zdecydowanie fascynuje.

wiarę, nadzieję, samozaparcie, szczęście i poczucie celu.
tego tez szukałam, prosiłam, błagałam. a tu nic. dlatego widocznie moja wiara była za słaba. i znikła. teraz ciesze się ze potrafię w sobie znaleźć siłę by wstawać kazdego dnia i myślec pozytywnie;)

Mulder, z tym sie da cos zrobic. wyspać się
zycie intenatowe jest bardzo ciezkie. wierz mi ze o tym wiem. ale trzeba najlepiej do tego podejsc luzno.
kiedy ja nie mogę luźno do tego podejść. Jakiejś nerwicy się tam nabawie. Bardzo łatwo mnie z równowagi wyprowadzić, wściekam się o byle co, a na niektórych debili to już nawet patrzeć nie mogę bo mam wtedy zuls ze 200 ze złości.
Skoro rozmowa zeszła na kwestię wiary....

Bunny chciałam cię zapytać, bo widzę pewne niespójności w twojej wypowiedzi:
Piszesz, że jesteś ateistką, to dlaczego mówisz, że 'nie ufasz Bogu'? Dla ateisty Bóg nie istnieje, więc nie ma podstawy, żeby Mu ufać.

Dlaczego w twoim niku znajduje się symbol szatana -'666'?

Wiara w siebie - Uważam, że pokładanie 'wiary w siebie' może być destrukcyjne. Ja doświadczyłam stanu, w jakim obecnie jest Aneta. Widać po Anecie, że ma dużo woli, żeby zmienić swoje życie ... ale nie ma siły. Wszyscy w koło wbijają jej do głowy, że 'może', 'wystarczy chcieć', 'trzeba się zmotywować', 'uwierzyć w siebie' ... a ona najzwyczajniej w świecie nie może ... wtedy pojawia się myśl: 'inni mogą, a ja nie mogę? coś ze mną jest nie tak! jestem beznadziejna!' ... to prowadzi do frustracji ... w dłuższym czasie, takie próby walki ze sobą i kolejnych frustracji powodują pogłębianie się depresji. Uważam, że Aneta nie ma problemu z motywacją.

Jakie jest rozwiązanie? Ja widzę jedno: dobra terapia, która pomoże Anecie w rewizji życia i uwolnieniu się od demonów przeszłości, które ciągle ją prześladują i zniewalają.
Ja taką terapię przeszłam....

Trochę o Anecie bez Anety, ale może się nie obrazi

postawa roszczeniowa i wymagania wobec Boga - uważam, że to nie są postawy miłości. Miłość jest dobrowolnym ofiarowaniem się i wdzięczynym przyjęciem daru.

Kościół - dopiero teraz odkrywam kościół i Kościół - jest świetny, bo w nim mieszka Bóg

Mulder - jaki ty jesteś przystojny dzisiaj!
A propos internatu i kolegów ... to może poszukaj jakiejś stancji? Wynajęcie pokoju może nie będzie bardzo kosztowne?
internat wychodzi zawsze taniej;/

zle sformułowalam. nie ufalam mu, dlatego porzuciłam wiare w niego i uznałam ze nie istnieje.

dla mnie miłosc jest złudna. jesli dajemy i nic nie otrzymujemy. spokojnie. juz wyjasniam. niby miłosc ma byc bezinteresowna, szczera...nie znoszaca przygany i zawsze wierna. dla mnie to ideologia która nie ma zastosowania. kazdy z nas potrzebuje czułosci. potrzebuje poczucia bezpieczenstwa i czyjś rąk gdy jest zle. niektórzy pragną tego bardziej a niektórym wystarcza minimum. nie mozna kochac nie dostajac od drugiej osoby tego własnie. wtedy nie jest to milosc która powinna nas odradzac i rozwijac. ale milosc destrukcyjna... mowie tu bardziej o miłosci ludzkiej a nie metafizycznej. kochac kogos to dla mnie dawac siebie i oczekiwac czegos wzamian. kazdy tego pragnie i oczekuje. jesli mowi ze jest inaczej to nie jest szczery wzgledem siebie. nawet jesli mowi ze nie potrzebuje innych ani ich czułosci to wierzy w to ale tylko pozornie, chowajac sie za tym. akurat tu mowie z autopsji. dajac komus miłosc i dostajac w zamian skrawek tej drugiej osoby coraz głebiej wnikamy w uczucie i pielegnujemy je w sobie. jesli nie dostajemy nic miłosc sie wypala. moze to troszke chaotyczne ale nie potrafie tego do konca wyjasnic. mam nadzieje Evciu ze cokolwiek z tego zrozumiałas:)

to może poszukaj jakiejś stancji?
jaki ty jesteś przystojny dzisiaj!
Taaa... Jak ja bym chciał tak wyglądać ... No ale niestety tak nie jest

niby miłosc ma byc bezinteresowna, szczera...nie znoszaca przygany i zawsze wierna. dla mnie to ideologia która nie ma zastosowania. kazdy z nas potrzebuje czułosci. potrzebuje poczucia bezpieczenstwa i czyjś rąk gdy jest zle. niektórzy pragną tego bardziej a niektórym wystarcza minimum. nie mozna kochac nie dostajac od drugiej osoby tego własnie.

Można kochać, nawet jeśli druga osoba nie odwzajemnia uczycia. Choćby przykład z literatury: "Cierpienia młodego Werthera". I inne przykłady z romantyzmu. Obiektu westchnień niestety się nie wybiera, a serce trudno oszukać.


Można kochać, nawet jeśli druga osoba nie odwzajemnia uczycia.
Można, ale to straszny ból.Lepiej niech nikt tego nie doświadcza...

Można kochać, nawet jeśli druga osoba nie odwzajemnia uczycia. Choćby przykład z literatury: "Cierpienia młodego Werthera". I inne przykłady z romantyzmu. Obiektu westchnień niestety się nie wybiera, a serce trudno oszukać.
a owy Werter jak skonczył ? smiercia samobojcza.Goethe akurat jako pisarz nurtu romantycznego nie mogł wprowadzic innego zakonczenia. mowie tu o przypadkach bardziej przyziemnych. ludzkich. Werter to postac czysto poetycka. miłosc nie odwzajemniona nie buduje a prowadzi do frustracji.
nie czerp przykładów z romantyzmu gdyz bohater romantyczny jest postacia badz co badz niezbyt szczesliwa. która konczy smiercia samobojcza. Werter starał sie o swą ukochaną i był czasem szczesliwy ale jak szybko szczescie zostało mu odebrane? miłosc ma budowac powtarzam jeszcze raz. a tylko odwzajemniona buduje. dlatego mamy prawo chciec czegos w zamian od ukochanej osoby.

niby miłosc ma byc bezinteresowna, szczera...nie znoszaca przygany i zawsze wierna. dla mnie to ideologia która nie ma zastosowania.
kazdy z nas potrzebuje czułosci. potrzebuje poczucia bezpieczenstwa i czyjś rąk gdy jest zle. ...
nie mozna kochac nie dostajac od drugiej osoby tego własnie.
kochac kogos to dla mnie dawac siebie i oczekiwac czegos wzamian. kazdy tego pragnie i oczekuje. ... dajac komus miłosc i dostajac w zamian skrawek tej drugiej osoby coraz głebiej wnikamy w uczucie i pielegnujemy je w sobie. jesli nie dostajemy nic miłosc sie wypala.

Można kochać, nawet jeśli druga osoba nie odwzajemnia uczycia.
Można, ale to straszny ból.Lepiej niech nikt tego nie doświadcza...
jakbym miał kase, to już dawno bym tak zrobił. Tak jak pisze bunny666 internat wychodzi i o wiele, wiele taniej.
Taaa... Jak ja bym chciał tak wyglądać ... No ale niestety tak nie jest
Widziałam twoje zdjęcia, już niedługo będzie z ciebie pełnowymiarowy facet
Evo nie pisałam raczej o miłosci warunkowej, a miłosci ludzkiej, takiej której doświadcza kazdy z nas

a z internatem jest ciezko...najczesciej jest jedna placówka przyszkolna albo nie jest zbyt blisko dop innych. do internatu jest jedna rada-olac i przywyknąć. który rok w internacie? domyslam sie ze pierwszy. jak zaczynałam to tez miałam jakies tam załamki ale w efekcie kazdy nastepny rok jest łatwiejszy i lepiej sie to znosi kazdy ma taki swoj kryzysik;)

wiesz Evo, nie chodzi tu o miłosc materialną. kochajac chce oddac serce i jednak chce by ta druga osoba zrobiła to samo. nie chce sama się oddawac i nie dostawac chocby kszty uczucia w zamian. watpie zeby ktokolwiek tak umiał. stad moje stwierdzenie , moze dosc smiałe, ze kazda miłosc potrzebuje dostac w zamian cos zeby rozkwitnąć. to cos to czułosc, troska, czasem złosc i irytacja. zalezy czego nam najbardziej potrzeba.

Evo nie pisałam raczej o miłosci warunkowej, a miłosci ludzkiej, takiej której doświadcza kazdy z nas
kochajac chce oddac serce i jednak chce by ta druga osoba zrobiła to samo. nie chce sama się oddawac i nie dostawac chocby kszty uczucia w zamian.
kazda miłosc potrzebuje dostac w zamian cos zeby rozkwitnąć. to cos to czułosc, troska, czasem złosc i irytacja. zalezy czego nam najbardziej potrzeba.
Zgadza się, przy wzajemnym obdarowywaniu się miłość rozkwita i pogłębia się.

Jest jeszcze coś. Aby móc kogoś obdarować, trzeba posiadać. W kochającej się rodzinie dzieci obdarowywane są miłością bezwarunkową oraz uczone są odpowiedzialności i samodzielności. Dzieci za darmo dostają miłość od swoich rodziców i uczą się nią dzielić.

Co się stanie, jeśli tatuś z jakiś powodów poszuka sobie innej pani? Nie obdarzy swoich dzieci miłością i nie nauczy ich dzielić się nią?

Czasami trzeba poszukać okazji, może inny internat
albo jakoś dogadasz się z chłopakami?
Widziałam twoje zdjęcia
Niby gdzie?

Bardzo bym chciał, ale ja już tego nie potrafie. Nie potrafie po prostu siąść i spokojnie porozmawiać. Od razu wydzieram się na innych. Nie wiem co mi jest. Nie daje już rady. Mam tego dosyć.
Mulder, widzę, że lubisz swoich kolegów, chcesz z nimi porozmawiać ... i wydaje się, że spokojna rozmowa przyniosłaby efekty?

Czasami jest tak, że wyładowujemy swoją złość na innych, chociaż oni nie są przyczyną złości... chyba, że są, bo w końcu nie możesz przez nich iść wcześniej spać?

To jest tak, że czasami zostajemy skrzywdzeni i szukamy rewanżu. Zacznij obserwować swoje myśli, emocje, wewnętrzne poruszenia. Doszukaj się prawdziwego źródła twojego gniewu. Jeśli znajdziesz źródło ... to coś trzeba z nim zrobić.

Nie umieściłeś swoich zdjęć na starym forum?
Mulder- a może spróbowalibyście na kartkach porozmawiać? Tzn. ty byś im dał wiadomość na kartce, oni tobie odpowiedź i musiałbyś się na chłodno zastanowić, co chcesz im przekazać w odpowiedzi. Bardziej panowałbyś nad swoimi emocjami, niż w rozmowie.
Bardzo dobry pomysł, ale jak im go zaproponuje to pomyślą, że chyba już całkiem ześwirowałem albo wybuchną śmiechem. Wolę na razie to zostawić. Może się jakoś przemęcze. Niedługo święta to odpoczne tydzień, chociaż...

Nie obdarzy swoich dzieci miłością i nie nauczy ich dzielić się nią?
nie mam ojca, bo moi rodzice nie maja slubu i jakos tak wyszlo ze mu sie przypomina ze jest ojcem moim ( bo ma dwojke slubnych rozpieszczonych dzieciaczków) tylko podczas dnia ojca i swoich urodzin, nigdy nie dostałam od niego nawet zyczen. i nie uwazam sie za osobe pokrzywdzona przez los. matka jest bardzo oschła i oszczedna w chwaleniu. zawsze jest cos nie dosc dobre by ją zadowolic. jej zdaniem spartanskie wychowanie bez zadnej czułosci jest najlepszym rozwiazaniem. i takze nie uwazam tego za tragedię. czasem jest mi ciezko okazywac uczucia dlatego nauczylam sie traktowac ludzi z dystansem i tylko niektórych obdarzac miłoscia. i wtedy te osoby sa juz przygotowane na to, że moze własnie nie do knca zawsze umiem pokazac co jest dla mnie wazne. mam nadzieje ze zrozumialas na moim przykładzie jak sobie radzi moim zdaniem osoba wychcowywana bez miłosci czasem moze ja tez jestem zbyt oschla i nie umiem obdarzac uczuciem, ale moj chłopak to rozumie i bardzo podziwiam to jaki jest cierpliwy dzis np przeanalizowalismy moje zachowanie. wsciekłam sie o byle co i nakrzyczałam na niego. sam tez sie zdenerwował. ale zlosc szybko ze mnie uszła i doszlismy do wniosku ze podswiadomie odrzucam cos myslac z góry ze na to nie zasługuje i nie jestem dosc dobra by to otrzymac. dlatego z obawy ze to strace, sama chronie sie przed przywiazaniem do kogos by nie bolało jak go strace. chore myslenie ale to jakos tak gleboko siedzi mimo wrodzonego optymizmu i zaradnosci troszke sie juz za bardzo zagłębiłam. ale wynikaja z takiego dziecinstwa potem własnie takie instynktowne zachowania których sie trzeba oduczyc i to nie jest takie łatwe ale jestesmy na dobrej drodze nawet jutro go namowiłam na wypad na giełde po nowego ptaszniczka:D

ekhm chyba zbaczyłam z tematu:)

But_w_pologu, szczerze to jest dobre jak sie człowiek uczy w podstawówce :/

Ale z drugiej strony jest znacznie lepsze, niż wrzeszczenie na siebie. Mulder szuka jakiejś metody i jest zdesperowany, znaczy się wypróbował już kilka. A co mu szkodzi spróbować? Najwyżej nie zaakceptują jego pomysłu i będzie po staremu- czyli spooky może zyskać porozumienie, a nie straci nic. Jak dla mnie sprawa jest prosta. W dodatku słowo pisane naprawdę jest lepsze, jeśli chodzi o szczerość. Choćby forum- na klawiaturze łatwo jest przelać swoją złość, myśli. A niektóre rzeczy zwyczajnie nie przechodzą przez gardło na żywo. No i list można przeczytać po kilka razy, poprawic, napisać od nowa. A słowa rzucone do drugiej osoby już się nie zmienią, choćbyśmy nie wiem jak się starali.

bunny- tak, z jednej strony są osoby oschłe dlatego, że nie wychowywano ich w miłości. Z drugiej jednak strony są też takie, które osaczają miłością swojego partnera, chorbliwie zazdrosne bo boją się, że go stracą. Albo takie, które stają się maszynkami do spełniania cudzych poleceń w obawie, że nie są dość dobre nie udając niczego. Ludzie są różni, na każdego inaczej wpływają określone warunki.
hmm sadze za przeproszeniem ze jakbym zaproponowała to w zeszłym roku kolezankom z pokoju to by mnie wzieły za debila:P
ja poprostu zmieniłam lokatorki w zeszłym roku, a w tym roku całkiem nizle sie dogaduje z wspołmieszkanką. w sumie bardziej sie martwilam zew bedzie zle

po podejsciu do tego na luzie powinno byc pozytywnie:)
Mulder szuka,próbuje,wciaz zastanawia się nad sobą i doszukuje innośc w sobie.Ta wędrówka pozwala mu poznać siebie poprzez głęokie wniknięcie w swoje wnętrze.Jest bardzo młodym człowiekiem ,zdolnym i szalenie inteligentnym.Bark pewnosci siebie i te wszystkie kompleksy nie wzięły sie z niczego...Mulder, setki razy padło tu stwierdzenie,ze kazdy jest posiadaczem innej osobowosci,ze ma swoistą mieszankę różnych cech,niepowtarzalną.Tylko dlaczego ta mikstura niektórym sie nie podoba,jeśli nie jest widoczna dla innych?Czy chciałbyś cos wziąść od kogos dla siebie,jakąs cechę i co dałbyś wzamian?Myślałeś o takiej opcji kiedys?

Bunny a Ty nie czaruj tu nam... Znam Bunny osobiscie i jest tak przebojową osobą,i szalenie wesołą nawet z lekka postrzeloną,odwazną w podkreślaniu swojego oryginalnego stylu w modzie,zachowaniu .Potrafi sie przytulic i da sie przytulać.Bunny Twoja sytucja w rodzinie,o której wspomniałaś napweno ma wpływ na Ciebie ale taka dziewczyna jak Ty wie jak trzeba iśc przez życie i wie jak zjadać jego najlepsze kąski...! Czy ktos z Was poszedłby do supermarketu na dłuższe zakupy w bryczesach i czapsach ,w ogółe stroju do jazdy konnej...?A Bunny pojechała ze mna do miasta własnie tak ,prosto ze stajni i biegała między regałami dzwoniąc na dodatek jakims metalowym dzwoneczkiem na szyi...Wprawiała wszyskich z ciekawosc .I to sie nazywa ekspresja życia!
Nadziejo, dosyć mam już tej wędrówki, tego poszsukiwania. Nigdzie nie widzę żadnego drogowskazu! Mam już tego dosyć. Oczekiwania innych (i moje) wobec mojej osoby przewyższają moje możliwości. Mam już tego dosyć Dlaczego to się po prostu nie może skończyć? Za dużo zmian jak na moją pustą głowe...
Nadziejo i pamietasz co wtedy Twoj syn stwierdził ? ze mnie nie zna:DD

staram sie nasycac ludzi pozytywnym nastrojem i radoscia, by moze przez chwila patrzac na takie dzwoniące stworzenie usmiechneli sie

buzi dla Was:*
Po tych witaminach to nawet troche mi lepiej... Przynajmniej już nie śpie na lekcjach i nauczyciele się już nie czepiają. Tylko nadal po południu nad niczym się skupić nie mogę, wogóle nic mi do głowy nie wchodzi. Dosłownie zasypiam nad zeszytem .
Witaminy jak i ziola trzeba brac dluzej ,zeby zauwazyc poprawe.Nawet psychotropy tez dopiero po miesiacu widac efekt ze skutkami ubocznymi.
Ja w pracy robie cos w komputerze ,nie moge sie skoncentrowac,za minute juz nie wiem czy cos wprowadzilam ,czy nie musze to sprawdzic.Kompletna pustka w glowie.
W przyszlym tygodniu mam egzamin ,jakies regulki ,maslo maslane ,ktore mi wogole nie wchodza do glowy.
Mysle ,ze moze uda mi sie to jakos rozrysowac ,albo jakies hasla bede przyklejac na szafki.
Glowy pustej nie masz ,brak wiary w siebie ,swoje mozliwosci ,monotonia- u mnie to sa czynniki z powodu ,ktorych jestem senna ,nic mi sie nie chce.

Nadziejo i pamietasz co wtedy Twoj syn stwierdził ? ze mnie nie zna:DD Ale nie szedł w sklepie 5 metrów za Toba tylko razem...Więc napewno zartował...
Mulder,a brałes kiedyś magnez?
Cały czas łykam magnez. Jeszcze biorę bardzo wiele preparatów witaminowych. Po prostu garściami łykam. Aneta, ja to biorę już od jakiegoś czasu, a poprawa mojej koncentracji jest chyba głównie spowodowana przez fakt, że w tych tabletkach polepszających koncentracje jest kofeina.

Więc napewno zartował...

bo go kopnęłam:P

Mulder, a nie lepiej poprostu wyluzowac? wiem dobrze co aktualnie przezywasz tez tak kiedys miałam. i to tylko da sie przeczekac. nie ma innej opcji ani ratunku...leki sa do pupy...

dziecko nowonarodzone daje swojej matce poczucie ze jest potrzebna, ze ktos nie moze bez niej zyc. to jest własnie ta "wymiana"
... nigdy nie dostałam od niego nawet zyczen. i nie uwazam sie za osobe pokrzywdzona przez los.... doszlismy do wniosku ze podswiadomie odrzucam cos myslac z góry ze na to nie zasługuje i nie jestem dosc dobra by to otrzymac. ........chore myslenie ale to jakos tak gleboko siedzi mimo wrodzonego optymizmu i zaradnosci troszke sie juz za bardzo zagłębiłam. ale wynikaja z takiego dziecinstwa potem własnie takie instynktowne zachowania których sie trzeba oduczyc i to nie jest takie łatwe
Bunny rozumiem ciebie, ale ja nie chcę przechodzić obojętnie wobec spraw, o których piszesz! Nie chcę się na nie godzić! Zbyt wiele mnie kosztowała obojętność jaka zakradła się do mojego życia. Nie jest łatwo brać odpowiedzialność za swoje czyny, ale to jest jedyna uczciwa droga. Odpowiedzialność towarzyszy miłości. Jeżeli nie ma odpowiedzialności, to pojawia się egoizm.
Mulder
ta kofeina kojarzy mi sie ,z kawa ,a kawa z kolei niszczy magnez ( w wiekszych ilosciach).Ja witamin nie lykam ,kawy troche pije ,ale moja koncentracja jest fatalna.
mulder czytam cie i moze rozumiem,tez tkwie w roznych lekach,dolach.i wiesz,jesli sam czegos nie zmienisz,nie postanowisz to nikt ani nic ci nie pomoze.rady,wskazowki ok,moga byc ale i tak ostateczne decyzje,jakies postanowienia,zmiany mozemy sami wprowadzic.co sie ze mna dzieje,z toba i takimy jak my?zwyczajnie nie nadazamy za zyciem .

wiesz,jesli sam czegos nie zmienisz,nie postanowisz to nikt ani nic ci nie pomoze
I właśnie w tym tkwi problem. Chciałbym się zmienić, ale z frugiej strony nie wyobrażam sobie tej zmiany. Po prostu się jej boje. Przeraża mnie myśl, że może być inaczej. Sam siebie spisałem na straty (zresztą kto mnie nie spisał).

... Sam siebie spisałem na straty (zresztą kto mnie nie spisał).
A ja słyszałam na tym forum:

Mulder jesteś wielki!!

Ty, Mulder tego nie słyszałeś?
Nie mówie tutaj przecież o ludziach z forum, bo tak naprawdę to jest jedyne miejsce, gdzie czuje się najlepiej, bo mogę wyrazić siebie. A wielki to jestem jak jestem potrzebny bo już wszystkie dostępne środki zawodzą. Dzisiaj pomogłem takiemu jednemu, do którego nie pałam zbytnią sympatią i on do mnie też, przekierować porty na routerze bo mu internet kiepsko działał (tłumaczenie dosyć ogólne, ale nie wszyscy są wtajemniczeni w te sprawy). I też byłem wielki, ale od niedzieli znowu będę dla niego jak pies którego może sobie w dowolny sposób sponiewierać i mu nawymyślać, bo przecież nie ugryzie.
Najlepszym sposobem jest czynić dobro innym nie oczekując niczego w zamian, a dobro zacznie do ciebie wracać jak bumerang (niekoniecznie od osoby której wyświadczyłeś dobro).
Rysiu, ja pomogę każdemu kto się do mnie zgłosi. Nie umiem odmawiać i nawet osobie, której nienawidze, potrafię pomóc. Tylko jakoś to do mnie ani razu nie wróciło, bo jak komuś coś potrzeba to na pamięć namiary na mnie znają, a jak mi coś trzeba to nikt nie ma czasu albo ma 1000 innych wykrętów.

a jak mi coś trzeba to nikt nie ma czasu albo ma 1000 innych wykrętów. Oj,chyba nie jest az tak,myśle,ze wyolbrzymiasz troszke...
Wiesz, możemy Mulder sobie podać ręce. Nie potrafię odmawiać nawet swojemu wrogowi, nawet jeśli coś mnie kosztuje bardzo dużo wysiłku i poświęcenia. I też w zamian niewiele dostaję. Bardzo się tym kiedyś przejmowałam. Teraz patrzę na to w inny sposób- dawanie czegoś innym sprawia mi radość, więc już coś z tego mam- poprawę swojego samopoczucia. I jak się ten ktoś nie odwdzięczy- ok, ma prawo odmówić, tak samo jak ja. Gdy nabrałam do tego dystansu- do pomagania komuś i oczekiwania pomocy od innych, to okazało się, ze przestali mnie traktować jak wycieraczkę! Spójrz na to z innej strony- oni dawają ci wciąż szansę do zmiany twojego poczucia wartości i spojrzenia na swoją pomoc.
Przykre jest co piszesz Mulder.
Ja nie potrafie o cos kogos prosic ,najlepiej wszystko sama bym zrobila .Tylko ,ze tak sie nie da.
Jak cos komus daje to nie mysle o rewanzu.Popatrz to świadczy o Tobie ,jakie masz dobre serce.A jesli kogos prosisz o cos i nie dostajesz bez powazniejszych powodow -to swiadczy o tamtej osobie.To jest problem jej nie Twoj.
Popros wtedy inna osobe ,napewno sa takie dobre duszyczki jak Ty.
Wydaje mi sie ,ze sposob w jaki prosimy tez jest wazny ,moze ruszyc nawet takie zatwardzialca.

- dawanie czegoś innym sprawia mi radość, więc już coś z tego mam- poprawę swojego samopoczucia. Tez tak uważam,moze dawanie jest lepsze niz otrzymywanie...?
Co sie ze mna dzieje?? Czuje sie wsrod kolezanek obca... niepotrzebna.. niedoceniona... A niektore lubie to one wbijaja mi noz w plecy.. Co ze mna jest nie tak??
To,że dajesz większą władzę nad sobą swoim koleżankom,niż sobie samej, jednocześnie za bardzo skupiając się na sobie, patrzysz na siebie i tylko na siebie oczami koleżanek. A nie powinnaś. Nie Ty, bo jesteś mądrą osóbką i Twoje oczy wystarczą
Moze nie wiem.. dzisiaj sama siebie nie poznalam... Jest mi ciezko.. ale dobrze za rok do innej klasy.. do gimnazjum ..przezyje jakos te 4 miesiace... dobrze ze amm was:*
Widzę,że i Ty,jak moja Córka, czekasz na zmianę środowiska, jak na zbawienie:)ech...dziewczyny...
Oczekiwania spełnia sie ale tylko,jeśli wszystkie podzespoły zostana wymienione(fiz.i psych.) wraz ze zmianą miejsca.
Ja nie wiem co sie obecnie ze mną dzieje...nostalgia i smutek tylko mi obecnie towarzyszą...i łzy...jakoś nie potrafię się cieszyć i to już od miesiąca. Dobrze, że choć teraz jest szkoła, czymś się mogę zająć... niedobrze...
Tak czasem bywa. Jesień powoli puka do okien i straszy szarością poranka.

Nie.
To nie tak.
Ja nie płaczę.
To tylko łzy płyną mi po twarzy.
Tylko łzy...
Tylko łzy...czasem chciałabym ich nie mieć...jestem wypruta z emocji...ginę w ciemnosci, zatapiam się w we własnej nostalgicznej ciszy...
Ja tak mam prawie od roku :)
Podobno Happiness is easy, jednak czasem trudno jest nawet wykrzywić usta do uśmiechu. Nic nie bawi, spojrzenia wydają się być szydzące, świat przybiera czarno białe barwy.
Spójrzmy do góry, bo tam ładne są chmury. Uśmiech sprawi, że wszystkie smutki odpłyną w siną dal.
Jak narazie to wiszą nade mną same chmury deszczowe a wszelka radość spływa wraz z nimi. :)
Ale zaraz mogą przypłynąć nawet puszyste białe obłoczki Wtedy wszystko się zmieni. Nawet i przede wszystkim Twoje spojrzenie na świat. Myślisz pewnie "dlaczego ja, dlaczego ja." Nie dostajesz odpowiedzi, bo mur smutku otacza Cię z każdej strony.
Wmawiasz sobie, że każda róża kiedyś zwiędnie, że każdy płomyk kiedyś zgaśnie. Czasem nawet nie wiem skąd u mnie tak ponure myśli.

Jak narazie to wiszą nade mną same chmury deszczowe a wszelka radość spływa wraz z nimi. Nikt a czy przebywasz wśród pozytywnie nastawionych i wesołych osób?
Wśród normalnych osób w moim wieku. Trochę szalonych, zazwyczaj wesołych, ale mających tez gorsze dni i swoje problemy. Od tamtego czasu, tj. od września trochę się zmieniło, chyba na lepsze. Nadal miewam czarne dni, ale zazwyczaj one mijają.
Bo wiesz, pozytywni sieją swój optymizm wkoło a ich radość jest zarażliwa. Tzw. narzekające smutasy też zarażają swoim czarnowidztwem i wiecznym niezadowoleniem.
Wiem. Dlatego zawsze kiedy jest mi potwornie źle i mam wszystkiego dość idę do mojego braciszka. W jego obecności zapominam o wszystkim i znowu staje się dzieckiem. Kochany człowieczek
I bardzo dobrze, że masz swój sposób.

W jego obecności zapominam o wszystkim i znowu staje się dzieckiem. Kochany człowieczek
Zatem przebywaj z nim jak najczęściej, żebyś patrzyła na świat oczami dziecka. Dzieci mają to do siebie, że zazwyczaj dobrze postrzegają świat. W ich mniemaniu wszystko jest pięknie kolorowe i dobre, a świat ograniczony do domowników i domu.
Taki mały to on znowu nie jest, ma 12 lat. Tez wkracza już okres, kiedy dostrzega wokół siebie coraz wiele problemów. Dlatego staramy się pomagać sobie nawzajem. Oczywiście nie obywa się bez "gryzienia", ale ogólnie jest bardziej na plus.
Ja staram się jak najmniej spędzać czasu samemu bo wtedy jestem wręcz pewien, że smutek mnie dopadnie.
Tak, samotność bardzo pomaga smutkowi. Ze mną jest raczej na odwrót. Będąc wśród ludzi, czasem nie potrafię znaleźć z nimi wspólnego języka, co wywołuje we mnie podobne nastroje jak u Ciebie samotność.
a nie uważacie, ze człowiek w samotności dziwaczeje?
Zgadzam się z tym w 100%. Po kilku dniach spędzonych w domu nie wiem co mam ze sobą zrobić i muszę do ludzi.
Idż, idż. Wrócisz naładowana czyms nowym. A najlepiej pobyć z luzakami. Przy tych wszelkie troski bledną, staja się łagodniejsze.
W domu sie dziwaczeje - stanowczo.
Po troskach pozostaje nam jeszcze nadzieja. Zapowiedź postępu, lepszego jutra? Dla wszystkich, dla wszystkich bez wyjątku. Bo jeżeli jest coś, co jest wspólne.. Dla was, dla mnie.. dla innych.. to tym czymś jest właśnie nadzieja.
Trzeba o tym pamiętać.

W domu sie dziwaczeje - stanowczo. W pustym tak, w pełnym raczej nie. Nie ma na to czasu.
W pełnym tym bardziej. Wtedy chce się uciec w samotność.
Wszędzie dobrze,gdzie nas nie ma?
Nadziejo a nie tęsknisz za tym by wyjść do ludzi a nie ludzie do Ciebie przychodzili? A że masz ręce pełne roboty i ludzi wokół siebie to większść z nas o tym wie. Szans na zdziwaczenie napewno nie ma przy taki układzie.

dnia Czw 15:39, 10 Kwi 2008, w całości zmieniany 1 raz
Wszędzie można zdziwaczeń. A samotność wpływa czasem naprawdę pozytywnie. Widzę po własnym przykładzie. Także nic na siłę. Można czasem być z ludźmi, a czasem uciec w sobie tylko znany zakątek, w którym jestem tylko ja i konie. I to mi wystarcza.
Aida, jeżeli jesteś ty i konie to jak dla mnie brak w tym samotności.

Wszędzie można zdziwaczeć. Dla młodych starzy ludzie często są dziwakami.
I odwrotnie
Właśnie chciałam to napisać nikt
Dla mnie młodzi nie są dziwakami, są zaciekawieniem. Lubię być z młodymi. Są żywiołowi, weseli, ciekawi wszystkiego. Wnoszą radość, nowinki itp
Najlepiej jest wtedy, gdy nie ma się kiedy myśleć o samotności. Starać się wypełnić dzień po brzegi w taki sposób, aby nie mieć kiedy zastanawiać się nad własnym losem.. To chyba dość dobre rozwiązanie.

Po kilku dniach spędzonych w domu nie wiem co mam ze sobą zrobić i muszę do ludzi. Alez w domu są ludzie!
Teoretycznie
A teoria odbiega od praktyki.
Czasem odbiega, zalezy do osobnika...
Dzieje się to, że mam doły i góry. Zero stabilności.
Własnie spadam w dół własnej świadomości. Mimo, że byłam u fryzjera i świetnie się czuję to w głębi i tak siedzi ta zadra. Mała drzazga jątrząca ducha, nie weim czemu, czemu teraz? Dlaczego?
Mi fryzjer nigdy nie pomógł w poprawie samopoczucia. Zwykle mam wątpliwości czy na pewno wyglądam lepiej niż przed wydaniem pieniędzy :0
Fryzjer pomaga, nowe paznokcie też, na chwilę, na parę dni.
Ja tak czasem zazdroszczę jak słysze że ktoś sobie kupił ciuszka na poprawę nastroju. Mnie to zupełnie nie bawi ... a już nie wówczas gdy mam podłe samopoczucie.
Nie znoszę zakupów.
Na poprawę nastroju - jak dla mnie wypad (choćby na działkę)
Ciuszek mi pomaga, fryzjer też. Jutro idę zrobić pasma. Będę w skowronkach...

© 2009 Firmowy serwis Jubilerski.

Home elektrody Kibice